G.Keler: Dobry pomysł
Czy wyobrażają sobie Państwo 67 – letniego kasjera pracującego osiem godzin dziennie w supermarkecie? Albo 65 – latkę stojącą tak samo długo przy taśmie w fabryce? Ja też nie. Pojawiające się co jakiś czas propozycje bezwzględnego podwyższenia wieku emerytalnego są zatem absurdalne. Na szczęście w gąszczu tego typu bezsensownych opinii napływających zwłaszcza z mediów i z ust tzw. „ekonomistów” (w odróżnieniu od prawdziwych ekonomistów) można też znaleźć propozycje całkiem rozsądne. Z taką wyszła właśnie jedna z największych polskich central związkowych, OPZZ. Złożono już projekt ustawy, który poparł Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Związkowcy zaproponowali, by prawo do emerytury zależało nie od wieku, ale od przepracowanych lat. Kobiety mogłyby przejść na emeryturę po 35 latach, a mężczyźni po 40 latach pracy. Oczywiście pracownik miałby możliwość wyboru, czy chce jeszcze pracować, czy już nie. Ci, którzy czuliby się na siłach albo chcieliby wypracować sobie wyższą emeryturę, mogliby zostać w pracy.
Ten pomysł ma szereg zalet. Po pierwsze jest sprawiedliwy. Teraz wielu ludzi narzeka, że nawet po 45 przepracowanych latach wciąż nie mogą przejść na emeryturę, podczas gdy inni, którzy pracowali przez dwadzieścia kilka lat często mają taką możliwość tylko dlatego, że są nieco starsi. Państwo zamiast promować ludzi ciężko pracujących zrównuje wszystkich, uznając wiek za jedyne kryterium bycia godnym miana emeryta. To zachęca do kombinowania i to nie tylko pracowników ale i pracodawców. Przedsiębiorca może zatrudniać pracownika przez wiele lat, ale tylko przez połowę z nich legalnie, byleby pracownik „wyrobił” sobie minimalny okres zatrudnienia wymagany do emerytury. Wprowadzenie w życie propozycji OPZZ nie tylko ukróci takie praktyki, ale i będzie wyraźnym sygnałem, że ciężka, uczciwa praca popłaca bardziej niż kombinatorstwo.
Trzeba też pamiętać o tym, że człowiek, który zaczął pracę w wieku 18 lat, już przed sześćdziesiątką zazwyczaj jest wyeksploatowany. Po ponad 40 latach pracy często jest w takim stanie fizycznym i psychicznym, że nie potrafi wykonywać nie tylko swojej aktualnej, ale często wręcz żadnej pracy. Na dodatek na przekwalifikowanie się jest za późno. Nie ma też szans by otrzymać rentę, bo w tej chwili często nawet osoby bardzo poważnie chore nie są przez ZUS uważane za kwalifikujące się do otrzymywania tego świadczenia.
Oczywiście wielu sześćdziesięciolatków chce i może pracować. Proponowane zmiany w prawie by im to umożliwiały. Z kolei ci, którzy chcą już odpocząć, zwolnili by miejsca pracy dla młodych ludzi. Przy tym, jak obliczyli specjaliści, emeryci, którzy skorzystaliby z nowych przepisów, dostaliby całkiem przyzwoite emerytury.
Rzecz jasna jak zwykle znaleźli się „ekonomiści” reprezentujący interesy przedsiębiorców i nikogo więcej, a już na pewno nie całego społeczeństwa czy państwa. Twierdzą oni, że ludzie powinni pracować jak najdłużej, bo obecnie praca jest lekka i nie można się nią zmęczyć. Trudno się dziwić tym opiniom, bo po pierwsze za pieniądze można powiedzieć każdą bzdurę, a po drugie co taki zawodowy „ekspert” może wiedzieć o pracy.
Liberałowie mówią wiele o wolności, ale rozumieją ją chyba tak jak ojcowie – założyciele USA, czyli jako prawo do posiadania niewolnika. Bo umożliwienie zapracowanemu, schorowanemu człowiekowi odpoczynku już się dla nich z wolnością nie łączy.
Na szczęście OPZZ wcale nie jest na straconej pozycji. Jest bowiem szansa na stworzenie szerokiego porozumienia dla przeforsowania rzeczonego projektu. Już w ubiegłym roku poparła go trzecia co do wielkości centrala związkowa, FZZ, a i Solidarność wyraziła gotowość do dyskusji o zmianach w systemie emerytalnym. To daje nadzieję na uzyskanie poparcia PiS. Przy dużej mobilizacji prospołecznej części Sejmu projekt ustawy mógłby zostać przyjęty. Z korzyścią dla nas wszystkich.
Grzegorz Keler
Zarząd FMS Śląsk
Keler.blox.pl
|