FMS > kontakt
























Czy jesteś za przeniesieniem krzyża spod Pałacu?

Tak
Nie




 



F.Bianche: Piłka nożna po Polsku

Kilka lat temu polska piłka była głęboko na dnie, choć wydawać by się mogło, że jest całkiem przyzwoicie. Krakowska Wisła walczyła z powodzeniem z Schalke czy Lazio, a reprezentacja awansowała na mundial w Korei, później w Niemczech. Wprawdzie sukcesów na wielkich imprezach nie było, a wielkie boje krakowskiego klubu okraszone były kompromitującymi porażkami ze słabymi przeciwnikami w kolejnych sezonach, to i tak byliśmy zadowoleni, bo przez lata przyzwyczailiśmy się do seryjnych porażek. Dużo mówiliśmy w tamtym czasie, że Polacy nie mają mentalności zwycięzców, ale czy na pewno? Osobiście nie zgadzam się z taką oceną, zgadzam się jednak z inną, Polacy mają mentalność minimalistyczną. Bo czy Polacy nie potrafią walczyć? Potrafią do upadłego, nawet czasem nieracjonalnie, pokazali to wiele razy w przeszłości. Oczywiście nie jest to żadna analogia do sportu, ale sport do tych wydarzeń analogią już być może, bo w końcu w sporcie liczą się takie wartości jak uczciwość, rywalizacja, ale przede wszystkim patriotyzm, a celem jest zwycięstwo, które jest jednocześnie najwyższą nagrodą. Ale znów warto zapytać, czy na pewno tak jest? Okazuje się, że nie koniecznie, że sukcesy mogą być pozorne, że to, co widzimy może być manipulacją, że wartości w sporcie mają znaczenie drugorzędne, po pieniądzach, że dzieci i młodzież dorastają w środowisku korupcji.

Gdy te wszystkie rzeczy wyszły na światło dzienne było to totalną porażką i kompromitacją świata piłkarskiego, a film „Piłkarski Poker� jakby przeniósł się do rzeczywistości. Wrocławska prokuratura stawia zarzuty prominentnym działaczom, w sumie blisko 200 osób jest zamieszanych w aferę korupcyjną, a zapowiadane są kolejne zatrzymania. Jednak najgorsze jest zepsucie i zgnuśnienie, jakie zapanowało, a w konsekwencji niesmak, przede wszystkim wśród kibiców, bez których żadna dyscyplina by nie istniała, o czym często zapominają działacze, właściciele klubów, trenerzy.

Polski Związek Piłki Nożnej okazał się instytucją, która nie kontroluje swojego „podwórka�. Słynne stwierdzenie byłego już prezesa PZPN o jednej czarnej owcy, podczas pierwszego zatrzymania w aferze korupcyjnej przeszło już do kanonu żenady i obłudy, a z perspektywy czasu i wiedzy, jaką dziś mamy, wydaje się komiczne. PZPN jest hermetyczny, odporny na krytykę, niezależny niczym państwo w państwie, bo właściwie tym jest. Pokazały to ostatnie spory z Ministerstwem Sportu. Abstrahując od parodii, jaką zafundował nam były minister sportu za rządów Prawa i Sprawiedliwości, który sam okazał się człowiekiem raczej „ze skazą�, kolejny rząd nie radzi sobie z PZPN. Oczywiście można postarać się zrozumieć, że ewentualne odebranie Polsce Euro 2012 nie przyniosłoby niczego dobrego na żadnej płaszczyźnie, to jednak farsą jest to, co się wokół Związku działo. Stało się tak, gdyż FIFA zagroziła sankcjami rządowi polskiemu, opowiadając się za PZPN. Poparcie kibiców i społeczeństwa było jednak po stronie rządowej. Nie da się jednak ukryć, że taktycznie bitwa ta została rozegrana źle, co zmusiło rząd do wycofania, ale to odmienna kwestia.

PZPN jest niereformowalny, co gorsze, kompromituje atmosferę wokół polskiej piłki, znam zresztą te uczucia z autopsji, bo sam jestem kibicem piłkarskim. A działacze PZPN w ostatnich wyborach na nowego prezesa PZPN wybrali Grzegorza Latę, który zastąpił odchodzącego w raczej niemiłej atmosferze Michała Listkiewicza. Lato, to znakomity niegdyś piłkarz, ale człowiek, który ma znikome pojęcie o zarządzaniu taką instytucją, jak PZPN. Działacze nie rozumieją współczesności, kiedy pojawiają się głosy, że stanowisko prezesa powinien sprawować manager, wykształcony i z doświadczeniem, który skupiłyby się na efektywnym zarządzaniu, zdobywaniem funduszy na rozwój młodych piłkarzy w zachodnim rozumieniu tego słowa, a co ważne, niezależny W odpowiedzi na te argumenty działacze PZPN bronią się, mówiąc, iż na piłce „zjedli zęby�, że tacy ludzie są potrzebni w związku, że inni nie rozumieją jego realiów. Można by powiedzieć „oczywista oczywistość�, zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale dlatego, że to właśnie Ci panowie są w tym Związku. Nie kwestionuje zasług i wielu dobrych rzeczy, które są ich udziałem, ale sugeruję rozwój, nie stagnację pod nowym płaszczem. Jest wiele rzeczy, które w moim odczuciu, i w odczuciu pewnie setek tysięcy kibiców można by poruszać i krytykować. Jaki kibic w Niemczech wie, jak się nazywa prezes ich związku? Dla niego kluczową kwestią są sukcesy zespołu narodowego czy klubów z ich ligi, jednej z silniejszych w Europie. U nas niestety jest inaczej, ale mam nadzieję, że to się zmieni.

Warto poruszyć inną głośną sprawę, która w ostatnim czasie znalazła się na czołówkach gazet. Każdy, kto monitoruje informacje ze świata piłkarskiego, wie o konflikcie, jaki powstał pomiędzy Leo Beenhakkerem, a Antonim Piechniczkiem. Słowem konflikt aktualnego trenera polskiej reprezentacji z przedstawicielem tzw. polskiej myśli szkoleniowej. Antoni Piechniczek to zapewne świetny fachowiec, ale nie jest on bezpośrednim zwierzchnikiem Leo Beenhakkera, więc publiczne wypowiedzi oceniające jego pracę nie lezą w jego kompetencjach. Jest członkiem nowego zarządu PZPN, wiceprezesem ds. szkoleniowych. Panowie Ci teoretycznie zażegnali ów spór, który rozgrywał się na oczach mediów. Jednak nie to jest kwestią kluczową, ponieważ niechęć, choć skrzętnie ukrywana, jest widoczna. Nie jest tajemnicą, iż trener reprezentacji nie jest faworytem Prezesa PZPN, a także Antoniego Piechniczka i wielu innych osób. Sądzę jednak, że obiektywnie patrząc na pracę Leo Beenhakkera można śmiało stwierdzić, że jest jednym z lepszych, o ile nie najlepszym trenerem w ostatnim dwudziestoleciu.. Dlaczego? Poza wynikami, które przemawiają zdecydowanie na jego korzyść, mimo nieudanych Mistrzostw Europy, Beenhakker zrobił coś znacznie ważniejszego. Wytłumaczył Polakom, że nie muszą być minimalistami, że stać ich na wiele więcej, niż sami są świadomi, że nie grają nazwiska, ale postacie biegające po boisku, ale żeby to osiągnąć muszą być w pełni profesjonalistami. Dlatego też, takie zaściankowe zachowania niektórych działaczy są nieuprawnione, nieuczciwe oraz niesprawiedliwe. Czasami mam wrażenie, choć może błędne, że są one spowodowane własnymi kompleksami. Stwierdzenie to bynajmniej nie powinno się tyczyć Pana Antoniego Piechniczka, szkoleniowca, który ma na koncie wielkie sukcesy jako trener, ale Panowie, bądźmy rozsądni, pozwólmy innym wykonywać swoją pracę, jeśli robią to dobrze. Kontrolujmy, wymagajmy, ale w odpowiedniej tonacji i w miejscach i chwilach do tego przeznaczonych. Myślę, że brakuje nam powściągliwości w ocenach, za szybko wynosimy na piedestał, ale za szybko też deptamy, warto się nad tym zastanowić.

Powściągliwości, racjonalności i rozsądku, tego właśnie życzę działaczom PZPN w 2009 roku. A kibicom radości z sukcesów polskiej piłki klubowej i reprezentacyjnej.


Filip Bianche


* Autor jest Koordynatorem ds. międzynarodowych Rady Powiatowej Federacji Młodych Socjaldemokratów w Tarnowie







2006 © Federacja MÅ‚odych Socjaldemokratów design | engine